Bieganie z tirami

24 Luty 2012 Dodaj komentarz

Wracam z Wiskitek przez Stare Kozłowice. To długa wieś ciągnąca się wzdłuż drogi krajowej nr 50. Jeszcze drogi krajowej nr 50, bo po otwarciu obwodnicy będzie to zwykła droga powiatowa.

Biegnę chodnikiem, który ciągnie się aż od początku Wiskitek do samego miasta. Równy, gładki i jednolity chodnik z kostki brukowej. Jest to najdłuższy chodnik do biegania, jaki znam w najbliższej okolicy. Licząc od początku Wiskitek do końca Żyrardowa to jakieś 9 kilometrów. I to w większości jest ciąg jednolitego chodnika. Boczne ulice zdarzają się niezmiernie rzadko, a jedyną większą przeszkodą jest przejście przez tory.

Po prawej mam domy. W większości domy. Pól lub pustych działek jest tu stosunkowo mało. Na pewno znacznie mniej niż tych zabudowanych i ogrodzonych. Psów wiele tu nie ma. A raczej są, ale nie dość, że raczej nieliczne, to niemal zawsze za płotami.

Po lewej mam drogę. Drogę krajową numer 50. Tranzytowa obwodnica Warszawy. Droga, która wielkim półkolem obejmuje Warszawę od zachodu, południa i wschodu. Drogę, która zaczyna się daleko w Ciechanowie, biegnie przez Płońsk, Żyrardów, Grójec, Mińsk Mazowiecki aż do Ostrowi Mazowieckiej. Drogę, po której koło za kołem sunie sznur tirów.

Dziś też jadą. Rzadko ma się okazję oglądania tej drogi bez wielkich ciężarówek. Dosłownie tylko “od święta, do święta”, bo tylko wtedy większość tirów zostaje uziemiona na parkingach.

Dziś święta nie ma. Dziś jadą. A ja biegnę i zbliżam się do granicy swojego miasta.

Mijam ją. Jestem w Żyrardowie. Nie wiedząc, czemu przybijam “piątkę” z wielką tablicą “Żyrardów Wita!” i biegnę dalej. Wiem że zostało mi około 2,5 kilometra do domu.

Mijam kolejne zabudowania. Patrzę na kolejne mijające mnie ciężarówki. Nagle zaczynają mijać mnie wolniej, aż w końcu zaczynam poruszać się z podobną prędkością jak sunąca obok mnie ciężarówka. To już tutaj się dziś korek zaczyna?! Szybko szacując dystans mam jakieś 1,5 kilometra do najbliższych świateł. Zerkam w lewo. Niebieski ciągnik niewiadomo, jakiej marki i naczepa pewnego znanego, choć może niekoniecznie przez wszystkich lubianego supermarketu.

Biegnę chwilę z podobną prędkością co tir. Nagle on przyśpieszył. Myślę sobie, że pewnie gdzieś tam daleko, zapaliło się zielone światło i korek się przesuwa do przodu. Bardzo powoli oddala się ode mnie. Widzę tył jego naczepy. Za nim sunie kolejny. Ten jest biały, ale co ma na naczepie, nie wiem. Nie chce mi się odwracać.

Tym bardziej, że znowu doganiam niebieski “supermarket”. Znowu się z nim zrównuję. Przed nim wielka kolumna samochodów stojących w korku. A do świateł daleko. Bardzo daleko. Dzisiaj korek jest większy niż zwykle.

Przy stacji benzynowej zaczynam zostawiać niebieski “supermarket” za sobą. Zaczyna się tak ścisły korek, że poruszam się szybciej niż samochody.

Ciężarówki się toczą. A ja przesuwam się coraz bardziej do przodu. Powoli po powoli, ale sukcesywnie mijam kolejne tiry. Czytam napisy na kontenerach. Większości z nich nie znam, choć niektóre wydają mi się znajome. No cóż, mieszkając tyle lat w mieście położonym przy drodze tranzytowej, można się napatrzeć.

Dobiegam tak do kolejnej stacji benzynowej. I jakby nawiązując do tematu petrochemicznego kolejnym tirem jest cysterna. Duża, lśniąca i z zielonymi akcentami. Trochę nie pasująca do tych smutnych, odrapanych kontenerów, które mijałem wcześniej. Gdy prawie zrównuję się z jej tylnymi kołami, ona rusza. Zielone się zapaliło! No, co?! Przecież nie będę gonił na siłę tej cysterny.

Zaczynam i ja wreszcie widzieć światła. Zielone zmieniło się w czerwone. Cysterna stanęła, lecz ja biegnę. Mnie czerwone nie obowiązuje. Dobiegam do cysterny i znowu w momencie, gdy już prawie jestem przed nią, zapala się zielone i mi odjeżdża. Na szczęście tym razem dobiegłem znacznie dalej niż jej tylne koła. Tym razem zrównałem się z ciągnikiem.

Zostało mi jakieś 100-150 metrów do świateł, gdy po raz kolejny zapala się czerwone. Sznur ciężarówek znowu stanął. Cysterna stoi, jako druga pod sygnalizatorem. Nie przyśpieszając tym razem spokojnie do niej dobiegam i tym razem mijam. Zanim czerwone zgasło minąłem też ciężarówkę stojąca, jako pierwszą w kolejce do zielonego światła.

Koniec tego ganiania się z tirami! Tutaj pod tym oto sygnalizatorem nasze drugi się rozchodzą. Tiry jadą dalej prosto, ja skręcam w prawo do domu.

Już będąc na normalnej ulicy zastanawiam się, jak daleko z tyłu za mną został niebieski “supermarket”. Ciekawe, ile tirów w ciągu ostatniego 1,5 kilometra wyprzedziłem. Kilkanaście na pewno. Mozę więcej. Nie wiem.

Ale, co by o tym nie mówić, było ciekawe doświadczenie.

Kategorie:Biegam Tagi: , , , ,

“Człowiek bez strategii, który lekceważy sobie przeciwnika, nieuchronnie skończy jako jeniec”

20 Luty 2012 2 uwag

Zdecydowanie nie jest to cytat biegowy. Jest to myśl niejakiego Sun Zi – starożytnego chińskiego myśliciela i autora najstarszego na świecie podręcznika sztuki wojennej. W tamtych czasach raczej nikt sobie bieganiem głowy nie zaprzątał. Chyba, że uciekając przed wrogiem. Natomiast teraz te słowa można bardzo ładnie zinterpretować.

Czytaj dalej…

Skarpety kompresyjne Mizuno

15 Luty 2012 2 uwag

Skarpety kompresyjne – hit ostatnich lat, jeśli chodzi o amatorskie bieganie. Widać je na półmaratonach, maratonach oraz na zawodach triatlonowych. Widać je zarówno wśród elity, jak i tych, którzy na trasie spędzają najwięcej czasu.

Niektórzy je zachwalają, inni wręcz uważają, że są do niczego. Opinie o ich przydatności krążą najróżniejsze. Od dziś dołączy do nich kolejna opinia. Moja.

Czytaj dalej…

Raport treningowy #9 – Baza II

11 Luty 2012 1 komentarz

Druga część bazy. Mezocykl ten powinien zawierać się na przełomie grudnia i stycznia, jednak upadek, rozbite kolano i półtora tygodnia przerwy, zweryfikowało ten plan. Dobrze, że to tylko przesunięcie o jedną 4-tygodniówkę a nie więcej.

W tym okresie celem było przede wszystkim odbudowanie swojego normalnego kilometrażu i normalnego cyklu treningowego. Udało się to wykonać, co cieszy. Udało się też to wykonać mimo przeszkód w postaci niskich temperatur. Bieganie przy -18°C nie jest tym, czego bym pragnął najbardziej, lecz udało się i to przetrwać. Drugim celem oprócz kilometrażu była siła biegowa. Ją też trzeba było powoli odbudować. To również się udało wykonać, co cieszy podwójnie.

Czytaj dalej…

Mroźne wybieganie i zamarznięte powieki

7 Luty 2012 1 komentarz

Ostatnia niedziela. Ta ostatnia niedziela, tego ostatniego tygodnia. Tego tygodnia, kiedy siarczyste mrozy dewastowały plany treningowe większości biegaczy. Tego tygodnia, kiedy średnia temperatura moich treningów wyniosła -15,2ºC. Tego tygodnia, który nie tylko biegacze zapamiętają na długo.

W planie miałem 2-2,5 godziny długiego wybiegania. Planowałem zrobić po raz kolejny tą samą etatową trasę na magistralę kolejową. Najpierw 8 km rozbiegania, a potem wbiec na swoją etatową górkę kilka razy. Pętla na magistrali to jakieś 1,2 km z czego 400-500 metrów to podbieg.

Czytaj dalej…

Problem zasmarkanego buffa

3 Luty 2012 5 uwag

Pewnego mroźnego dnia, których ostatnio nie brakuje, wyszedłem biegać. Ot, kolejne zimowe wybieganie. Słońce świeciło, śnieg spod stóp raził po oczach, a temperatura była gdzieś głęboko w d… dole, grubo poniżej -10ºC. Piękna, choć mroźna zima.

Aby się nie przeziębić założyłem dodatkowego buffa – na twarz. Potem pobiegłem przed siebie.

Czytaj dalej…

A może pobiegniemy dziś jakąś prostszą trasę?

30 Styczeń 2012 3 uwag

- A może pobiegniemy dziś jakąś prostszą trasę?

- Jaką prostszą?

- No, na przykład asfaltem na Wiskitki?

- Eee… Ale, po co?

- Żeby trochę odpocząć.

Czytaj dalej…

Arctica S-88A

24 Styczeń 2012 Dodaj komentarz

Okulary te kupiłem pół roku temu. Nie dlatego , że ich potrzebowałem. Po prostu, wpadł mi w oko jeden z modeli okularów Arctica, więc zacząłem się rozglądać. Im więcej się rozglądałem, tym bardziej chciałem sobie takie okulary kupić. A, im częściej bywałem w sklepie, tym więcej wiedziałem o różnych okularach i jeszcze bardziej miałem ochotę je kupić. Aż kupiłem.

Charakterystyka

Na początek garść (garstka) parametrów technicznych:

  • materiał: grilamid TR 90,
  • soczewki: poliwęglanowe, pomarańczowe rozjaśniające, antifog,
  • filtr: UV 400,
  • szkła: kat.1 – średnio intensywne światło słoneczne – 43%-80%.

Czytaj dalej…

Ślady na śniegu

20 Styczeń 2012 3 uwag

Jest zima. Pierwsza zima tej zimy. Pierwszy śnieg, który nie stopniał w ciągu 20 minut od swojego opadnięcia na ziemię. Śnieg, który tym razem nikogo nie zaskoczył i nikomu krzywdy nie zrobił. Biały, mokry puszek, którego nie ma wiele, lecz pięknie się bieli. Dzięki niemu wreszcie jest zima.

Wbiegam w las na świeżo udeptany śnieg. Na nim jakieś ślady. Jedne stópki, drugie stópki, trzecie… Niektóre całkiem malutkie, pewnie dziecięce. Pierwszy zimowy weekend zachęca do spacerów. Biegnę, dokładając do kompletu odbitych butów jeszcze jedne, swoje.

Czytaj dalej…

Wspomnienie rowerzysty

16 Styczeń 2012 2 uwag

Znowu biegłem po lesie. Prosto przed siebie. Bardzo prosto. Tak prosto, że prościej się nie da. I dosyć długo. A przede mną jechało dwóch rowerzystów. Nie śpieszyli się. Ot, jechali tak jak jedzie dwóch facetów wracających z miasta na wieś i jadących przez las. Jechali i jechali, a ja się do nich zbliżałem coraz bardziej. Wyprzedzać nie chciałem, bo miałem zrobić spokojny bieg, a wyprzedzenie ich, będzie oznaczało znaczne przyśpieszenie. Nie wyprzedzę ich tylko po to, by przestać biec 10 metrów za nimi, a biec 10 metrów przed nimi. To nie było to, co mnie interesowało. Więc biegłem… i biegłem… i biegłem…

Czytaj dalej…