Pobiec po bułki
Jedną z podstawowych rzeczy, jakie mi zostały po zaczytywaniu się Jacka Danielsa, jest fakt, że każdy trening ma mieć swój cel. Nie może być tak, że idę sobie podbiegać. Musi być w tym jakaś logika. Jak robię spokojne rozbieganie, to jako odpoczynek po wczorajszym akcencie, albo odpoczynek przed jutrzejszym. Jak biegam długo czy mocno, to też w jakimś celu. Na przykład, trenując siłę, wytrzymałość, tempo maratońskie, szybkość, czy cokolewiek innego.
W takim rozumowaniu nie ma miejsca na takie “ot tam sobie bieganie”.
Niemniej jednak po paru tysiącach kilometrów bieganie staje się proste. Staje się jakieś takie naturalne i szybkie. Z wielkim zdumieniem zaczynasz stwierdzać, że tam gdzie dojście piechotą zajmuje ci 15 minut, dobiegasz w 7. Tam gdzie chadzałeś minut 40, dobiegasz w kwadrans. Świat stał się mniejszy i bardziej dostępny. Dochodzisz do wniosku, że bieganie jest nie tylko świetnym treningiem, ale także doskonałym środkiem transportu.
Biegnąc możesz pobiec wszędzie. Nie ograniczają cię środki masowego transportu. Nie jesteś skazany na autobus, na który nie dość, że musisz czekać pięć minut, to jeszcze, który wysadzi Cię pięćset metrów od celu twojej podróży. Nie jesteś też skazany na drogi. Nie jedziesz samochodem, więc więcej dróg jest dla ciebie dostępnych. Cały czas się poruszasz i nie utkniesz w korku przed światłami, których jeszcze nawet nie widzisz. Nie musisz się denerwować ani korkami, ani tym czy masz gdzie zaparkować. Nie musisz nic!
Nie jesteś też rowerzystą, który musi przeciskać się między samochodami czy szukać ścieżek rowerowych. Nie obowiązuje Cię zakaz jazdy rowerem. Nie obowiązuje Cię nawet zakaz wjazdu wszelkich pojazdów. Możesz pobiec wszędzie! Potrzebujesz tylko kawałek chodnika lub ścieżki. Schody do przejścia podziemnego? Żaden problem.
A co mi to da? Co JA będę z tego miał? – zapytają się Ci, co bardziej pragmatyczni.
Otóż, to bardzo proste! Czas i pieniądze, misiu!
Oszczędzasz przede wszystkim czas, bo czasami biegiem dotrzesz na miejsce dużo szybciej niż jadąc autobusem i na pewno szybciej niż idąc. Autobus może i jedzie szybciej, ale pomyśl… Na autobus musisz wcześniej wyjść. Musisz na niego chwilę poczekać. Potem jedziesz i jesteś teoretycznie szybszy od biegacza. Teoretycznie, bo kiedy trasa autobusu prowadzi dookoła osiedla, to biegnąc podwórkami będziesz prawdopodobnie u celu dużo szybciej. Tym bardziej, że pobiec możesz prosto do celu i nie wysiądziesz z autobusu kilkaset metrów od niego.
Oszczędzasz też pieniądze, bo w autobusie nie skasujesz biletu za 2 złote. Z powrotnym będzie drugie tyle. Jeśli chcesz jechać samochodem, nie spalisz tego ćwierć, czy pół litra, benzyny. I to żebyś jeszcze to paliwo spalił w jeździe. Jego część spalisz prawdopodobnie stojąc w korku. Jeździsz na gaz? No to spalisz nieco mniej. A pomyśl, że jeszcze do tego wjedziesz w strefę płatnego parkowania lub inny płatny parking. Same niepotrzebne wydatki.
A biegnąc zmierzasz może i wolniej, ale prosto do celu. I nic cię to nie kosztuje. Żadnych kwitów i biletów. Nic! Zero!
Kiedy rano się wahasz. Kiedy z jednej strony masz rozbieganie, a z drugiej kupno bułek w piekarni to pobiegnij do piekarni. Załóż lekki biegowy plecak, wrzuć do niego lekki portfel z drobnymi i po prostu podbiegnij. Możesz pobiec dowolną drogą. To jak pobiegniesz zależy tylko od ciebie i od tego, jakim czasem dysponujesz. Pobiegniesz i kupisz. Takie swoiste 2w1 gdzie zażyjesz swojej tak upragnionej dawki ruchu oraz gdzie załatwisz sprawę, na której załatwienie musiałbyś dodatkowo wygospodarować czas.
Nie musisz też załatwiać tej sprawy w połowie treningu. Możesz ją załatwić równie dobrze na jego początku jak i na końcu. Na początku treningu będziesz świeższy i zapachem swojego potu nikogo nie odstraszysz. Pani w okienku pocztowym lub urzędzie skarbowym będzie Ci za to wdzięczna. Oczywiście, znajdą się tam też twarze zdumione i pukające się w głowę, ale to już nie Twój problem. Ty robisz swoje i biegniesz dalej.
Natomiast pod koniec treningu masz już komfort powrotu do domu. To idealny moment na wizytę w piekarni, lub w sklepie spożywczym, kiedy w trybie awaryjnym coś w domu potrzebujesz. Kupujesz, wrzucasz do plecaka i biegniesz prosto do domu. Nie biegasz z ciepłymi jeszcze bułkami po mieście. Miejsce ciepłych bułeczek jest w domu, na talerzyku, jako pyszne kanapki.
Tak się da? Oczywiście! Mi ostatnio zdarza się to regularnie.
Wiadomo tez, że nie dasz rady przybiec z 10 kilogramami zakupów na plecach. Na takie zakupy bieganie się nie nadaje. Ale do drobnostek, kiedy musisz dostarczyć kwit do urzędu, zagłosować w wyborach, odebrać lub nadać list na poczcie, lub kupić tytułowe bułki, to czemu nie. Plecak na plecy i w drogę!
I następnym razem, kiedy będziesz musiał iść po bułki… pobiegnij! Bułki będą smakować zupełnie inaczej!








