Archiwum

Archiwum kategorii ‘Biegam’

Pobiec po bułki

1 Czerwiec 2012 7 uwag

Jedną z podstawowych rzeczy, jakie mi zostały po zaczytywaniu się Jacka Danielsa, jest fakt, że każdy trening ma mieć swój cel. Nie może być tak, że idę sobie podbiegać. Musi być w tym jakaś logika. Jak robię spokojne rozbieganie, to jako odpoczynek po wczorajszym akcencie, albo odpoczynek przed jutrzejszym. Jak biegam długo czy mocno, to też w jakimś celu. Na przykład, trenując siłę, wytrzymałość, tempo maratońskie, szybkość, czy cokolewiek innego.

W takim rozumowaniu nie ma miejsca na takie “ot tam sobie bieganie”.

Niemniej jednak po paru tysiącach kilometrów bieganie staje się proste. Staje się jakieś takie naturalne i szybkie. Z wielkim zdumieniem zaczynasz stwierdzać, że tam gdzie dojście piechotą zajmuje ci 15 minut, dobiegasz w 7. Tam gdzie chadzałeś minut 40, dobiegasz w kwadrans. Świat stał się mniejszy i bardziej dostępny. Dochodzisz do wniosku, że bieganie jest nie tylko świetnym treningiem, ale także doskonałym środkiem transportu.

Biegnąc możesz pobiec wszędzie. Nie ograniczają cię środki masowego transportu. Nie jesteś skazany na autobus, na który nie dość, że musisz czekać pięć minut, to jeszcze, który wysadzi Cię pięćset metrów od celu twojej podróży. Nie jesteś też skazany na drogi. Nie jedziesz samochodem, więc więcej dróg jest dla ciebie dostępnych. Cały czas się poruszasz i nie utkniesz w korku przed światłami, których jeszcze nawet nie widzisz. Nie musisz się denerwować ani korkami, ani tym czy masz gdzie zaparkować. Nie musisz nic!

Nie jesteś też rowerzystą, który musi przeciskać się między samochodami czy szukać ścieżek rowerowych. Nie obowiązuje Cię zakaz jazdy rowerem. Nie obowiązuje Cię nawet zakaz wjazdu wszelkich pojazdów. Możesz pobiec wszędzie! Potrzebujesz tylko kawałek chodnika lub ścieżki. Schody do przejścia podziemnego? Żaden problem.

A co mi to da? Co JA będę z tego miał? – zapytają się Ci, co bardziej pragmatyczni.

Otóż, to bardzo proste! Czas i pieniądze, misiu!

Oszczędzasz przede wszystkim czas, bo czasami biegiem dotrzesz na miejsce dużo szybciej niż jadąc autobusem i na pewno szybciej niż idąc. Autobus może i jedzie szybciej, ale pomyśl… Na autobus musisz wcześniej wyjść. Musisz na niego chwilę poczekać. Potem jedziesz i jesteś teoretycznie szybszy od biegacza. Teoretycznie, bo kiedy trasa autobusu prowadzi dookoła osiedla, to biegnąc podwórkami będziesz prawdopodobnie u celu dużo szybciej. Tym bardziej, że pobiec możesz prosto do celu i nie wysiądziesz z autobusu kilkaset metrów od niego.

Oszczędzasz też pieniądze, bo w autobusie nie skasujesz biletu za 2 złote. Z powrotnym będzie drugie tyle. Jeśli chcesz jechać samochodem, nie spalisz tego ćwierć, czy pół litra, benzyny. I to żebyś jeszcze to paliwo spalił w jeździe. Jego część spalisz prawdopodobnie stojąc w korku. Jeździsz na gaz? No to spalisz nieco mniej. A pomyśl, że jeszcze do tego wjedziesz w strefę płatnego parkowania lub inny płatny parking. Same niepotrzebne wydatki.

A biegnąc zmierzasz może i wolniej, ale prosto do celu. I nic cię to nie kosztuje. Żadnych kwitów i biletów. Nic! Zero!

Kiedy rano się wahasz. Kiedy z jednej strony masz rozbieganie, a z drugiej kupno bułek w piekarni to pobiegnij do piekarni. Załóż lekki biegowy plecak, wrzuć do niego lekki portfel z drobnymi i po prostu podbiegnij. Możesz pobiec dowolną drogą. To jak pobiegniesz zależy tylko od ciebie i od tego, jakim czasem dysponujesz. Pobiegniesz i kupisz. Takie swoiste 2w1 gdzie zażyjesz swojej tak upragnionej dawki ruchu oraz gdzie załatwisz sprawę, na której załatwienie musiałbyś dodatkowo wygospodarować czas.

Nie musisz też załatwiać tej sprawy w połowie treningu. Możesz ją załatwić równie dobrze na jego początku jak i na końcu. Na początku treningu będziesz świeższy i zapachem swojego potu nikogo nie odstraszysz. Pani w okienku pocztowym lub urzędzie skarbowym będzie Ci za to wdzięczna. Oczywiście, znajdą się tam też twarze zdumione i pukające się w głowę, ale to już nie Twój problem. Ty robisz swoje i biegniesz dalej.

Natomiast pod koniec treningu masz już komfort powrotu do domu. To idealny moment na wizytę w piekarni, lub w sklepie spożywczym, kiedy w trybie awaryjnym coś w domu potrzebujesz. Kupujesz, wrzucasz do plecaka i biegniesz prosto do domu. Nie biegasz z ciepłymi jeszcze bułkami po mieście. Miejsce ciepłych bułeczek jest w domu, na talerzyku, jako pyszne kanapki.

Grahamki i bułka z dynią

Tak się da? Oczywiście! Mi ostatnio zdarza się to regularnie.

Wiadomo tez, że nie dasz rady przybiec z 10 kilogramami zakupów na plecach. Na takie zakupy bieganie się nie nadaje. Ale do drobnostek, kiedy musisz dostarczyć kwit do urzędu, zagłosować w wyborach, odebrać lub nadać list na poczcie, lub kupić tytułowe bułki, to czemu nie. Plecak na plecy i w drogę!

I następnym razem, kiedy będziesz musiał iść po bułki… pobiegnij! Bułki będą smakować zupełnie inaczej!

Kategorie:Biegam Tagi: ,

Polska Biega 2012: Sielpia

19 Maj 2012 1 komentarz

Czasami 42 kilometry to za mało. Czasami pomimo przebiegnięcia maratonu pojawia się chęć uczestniczenia w kolejnym biegu. Tak, uczestniczenia, bo ten bieg nie jest dla chwały najszybszych, lecz dla chwały wszystkich tych, którzy stają na starcie i którzy dobiegają do mety. Ten bieg to Polska Biega i właśnie w nim miałem przyjemność uczestniczyć 1,5 godziny po ukończeniu Cross Maratonu w Sielpi.

Bieg ten był ostatnią propozycją sportową przygotowaną na ten dzień. Pierwszą był Cross Maraton, drugą marszobieg na dystansie półmaratonu i trzecią, bieg masowy w ramach akcji Polska Biega.

Czytaj dalej…

Pijany Mietek

9 Maj 2012 8 uwag

Biegnę przed siebie. Jest ładne i ciepłe sobotnie popołudnie. Od zachodu wieje lekki wiatr, lecz od momentu, gdy wbiegłem do lasu już go nie czuję. Teraz czuję tylko lekki chłód lasu. Dobiegam do kolejnego leśnego rozdroża. Zastanawiam się chwile czy biec w prawo, czy w lewo. Wybieram, na moje szczęście i nieszczęście, prawo.

Sto metrów dalej na leśnej ścieżce widzę człowieka. Lecz nie idzie. Też nie stoi. Leży i się nie rusza. Obok leży rower…

Czytaj dalej…

Wielki Bieg Majowy 2012

3 Maj 2012 3 uwag

Trzeciego maja, tak jak co roku w Żyrardowie, odbył się Wielki Bieg Majowy. Rekreacyjna przebieżka o długości około 2,5 km z Placu Jana Pawła II na Eko-Park. To już jego czwarta edycja tego biegu i trzeci raz, kiedy i ja dołączyłem do tej rzeszy ludzi. Po prostu, nie wypada bym nie pojawił się w jedynym, nawet rekreacyjnym, biegu organizowanym na terenie mojego miasta – Żyrardowa.

Nie jest to bieg na wynik. Tu chodzi o to, aby się po prostu przebiec. Aby pokazać, że trzeba i można biegać. Gro uczestników to dzieciaki ze szkół podstawowych i może nawet gimnazjów. Dorosłych jest garstka.

Czytaj dalej…

Majówka w Lesie Żyrardowskim

1 Maj 2012 1 komentarz

Ostatnio z bratem przyjął nam się nowy pomysł na spędzanie wspólnego wolnego czasu. Ja wychodząc z domu mówię, że “Idę pobiegać z bratem”. On pewnie mówi, że “Idzie pojeździć z bratem”. Układ jest prosty. Ja biegnę, bo jestem zdecydowanie lepszym biegaczem niż rowerzystą. On, jako że jest lepszym rowerzystą, jedzie na rowerze. I tak to wygląda. Tak mijają nam kolejne kilometry. Najczęściej długie, bo skoro już uda się nam razem wyrwać z domu to korzystamy.

Czytaj dalej…

Szurkowski!

24 Marzec 2012 3 uwag

Że jestem biegaczem, nie trzeba nikomu mówić. Sama zawartość bloga mówi to Wam doskonale. Że zaczynam wrastać w osiedlowe uliczki jako “ten, co biega”, tego może i nie wiecie, ale też tak jest. Znam już wystarczająco dużo osób mówiących: “widzę cię z okna jak biegasz”. Jest też kilka osób, z którymi nie znam się osobiście, ale które kojarzą mnie poprzez moje bieganie. Czasami nawet na treningu można coś miłego usłyszeć. Jest na przykład taki jeden gość, co zawsze na mój widok woła: “Trening, czyni mistrza!”. Dla tych ludzi jestem biegaczem. Po prostu biegaczem.

Ale nie dla wszystkich. Są tacy, dla których jestem kolarzem! I to nie byle jakim kolarzem! Samym Ryszardem Szurkowskim!

Czytaj dalej…

Pełnia księżyca

9 Marzec 2012 4 uwag

Znowu wyszedłem w noc. Godzina 21:10, piątek – czas, który normalni ludzie spędzają w barach sącząc piwo. Ja, natomiast w tym czasie zakładam czołówkę i lecę najkrótszą drogą do lasu. Plan zakłada 30-40 minut biegania po ciemku przy świetle czołówki. Więcej nie jest mi potrzebne. Chodzi tylko o oswojenie się z nocnym bieganiem. Bez patrzenia na tempo czy puls.

Najgorszy jest pierwszy kilometr po ciemku. Ma się wrażenie, że ciemność cię otacza i przytłacza. Oczy, nieprzyzwyczajone do mroku, początkowo nie widzą wszystkiego dokładnie. Światło czołówki wydaje się niewystarczające do rozproszenia otaczających ciemności. Ale trzeba biec przed siebie. I patrzeć pod nogi.

Czytaj dalej…

Zmieszany z błotem

28 Luty 2012 4 uwag

Sobota rano. Biję się z myślami. Robić kros, czy nie robić? Ostatnio z racji totalnej odwilży odpuściłem teren. Wyszedłem z treningiem w pola, omijając szerokim łukiem leśne, śliskie ścieżki i drogi. Ale, ile to można się oszczędzać? Ile można biegać po asfalcie w czasie, gdy powinienem biegać po lesie. Trzeba dziś iść w las, by budować formę. Trzeba zrobić kros!

Ciekawe tylko, jak jest w lesie? Czy da się po nim w miarę bezpiecznie biegać?

Zobaczymy!

Czytaj dalej…

Bieganie z tirami

24 Luty 2012 Dodaj komentarz

Wracam z Wiskitek przez Stare Kozłowice. To długa wieś ciągnąca się wzdłuż drogi krajowej nr 50. Jeszcze drogi krajowej nr 50, bo po otwarciu obwodnicy będzie to zwykła droga powiatowa.

Biegnę chodnikiem, który ciągnie się aż od początku Wiskitek do samego miasta. Równy, gładki i jednolity chodnik z kostki brukowej. Jest to najdłuższy chodnik do biegania, jaki znam w najbliższej okolicy. Licząc od początku Wiskitek do końca Żyrardowa to jakieś 9 kilometrów. I to w większości jest ciąg jednolitego chodnika. Boczne ulice zdarzają się niezmiernie rzadko, a jedyną większą przeszkodą jest przejście przez tory.

Czytaj dalej…

Mroźne wybieganie i zamarznięte powieki

7 Luty 2012 1 komentarz

Ostatnia niedziela. Ta ostatnia niedziela, tego ostatniego tygodnia. Tego tygodnia, kiedy siarczyste mrozy dewastowały plany treningowe większości biegaczy. Tego tygodnia, kiedy średnia temperatura moich treningów wyniosła -15,2ºC. Tego tygodnia, który nie tylko biegacze zapamiętają na długo.

W planie miałem 2-2,5 godziny długiego wybiegania. Planowałem zrobić po raz kolejny tą samą etatową trasę na magistralę kolejową. Najpierw 8 km rozbiegania, a potem wbiec na swoją etatową górkę kilka razy. Pętla na magistrali to jakieś 1,2 km z czego 400-500 metrów to podbieg.

Czytaj dalej…