Dziś kolejny ciekawy cytat na tapecie. Kolejny, który został wypowiedziany wiele, wiele lat temu i w żadnym wypadku nie dotyczył biegania. Jego autorem jest Winston Churchill – jeden z najwybitniejszych polityków XX wieku. Zdanie to dotyczy zapewne II Wojny Światowej, lecz ja tradycyjnie zinterpretowałem ją na naszą małą biegową modłę.
Czytaj dalej…
Dzwoni budzik! Nie… Zdaje mi się… Dzwoni! No żesz @#$!#@. Jednak dzwoni!
Sięgam ręką w jego stronę. Mam nadzieję, że leży tam gdzie go położyłem ostatnio. Nie mogę go namacać. Czy on musi tak głośno dzwonić?! Przecież już nie śpię!! W końcu trafiam ręką na znajomy kształt i nie otwierając oczu wyłączam go.
Uchylam oko. Widzę pokój w odcieniach szarości. Leżę na brzuchu z telefonem w ręku. Przynajmniej budzik już się nie drze. Zaraz muszę wstać i wyjść na trening. Muszę z samego rana, bo inaczej szlag trafi mój plan dnia. A raczej nie plan dnia, tylko bieganie. Bo albo teraz albo wcale.
Tylko trzeba wstać z łóżka.
Czytaj dalej…
Kiedyś tam, przy którymś tam piwie, podczas rozmowy z kolegą, padło w moją stronę pytanie:
- A może i ty zaczniesz biegać w rajdach przygodowych?
- Nie no skąd, to nie moja bajka – odparłem szybko wiele nie myśląc nad odpowiedzią.
- Skąd wiesz, skąd wiesz…
No i właśnie cały w tym sęk, że nie wiem.
Czytaj dalej…
- Czym dla ciebie jest bieganie?
- Jak to czym?!, Wszystkim!
- A tak dokładniej?
- A tak dokładniej… hmmm…
Czytaj dalej…
Kilka tygodni temu miałem pewną sytuację. Wyszedłem z domu biegać. Wiadomo, że aby być coraz lepszym biegaczem, trzeba od czasu do czasu biegać coraz szybciej lub dłużej. A przynajmniej biegać na tyle szybko, by z każdym dniem, tygodniem i miesiącem, być coraz lepszym. No i wyszedłem owego dnia na szybki trening. Niby nic wielkiego, bo zrobiłem 8 km w tempie grubo poniżej 5:00 min/km, ale nie o to chodzi.
Chodzi o to, że kręciłem kółka na mojej małej, szybkiej pętli. Standard. Na jednym z kółek zobaczyłem przed sobą biegacza. Sądząc po posturze oraz tempie biegu był zdecydowanie mniej zaawansowany niż ja. No, ale przecież każdy ma swój powód, aby biegać (lub nie biegać) i nic mi do tego. Chociaż on, jak przypuszczam, biegał dla zrzucenia wagi oraz ogólnej poprawy kondycji.
Czytaj dalej…
Kilka dni temu po wejściu do domu powiedziałem sobie “Dziś nie biegam. Nie mam nastroju”. No, bo nastroju na bieganie nie miałem. Nieprzespana noc (za co nie mam pretensji, bo było bardzo miło), w pracy więcej chodzenia niż zwykle (a pracę mam biurową) i niewygodne telefony, które tylko podnosiły ciśnienie, nie wnosząc nic ciekawego do życia. Wszystko to spowodowało, że jeszcze przed wyjściem do domu postanowiłem, że odpuszczę sobie wieczorne bieganie. Za to w wolny piątek bym wyszedł dwa razy. Raz rano i drugi raz wieczorem. Dlaczego? Dlatego żeby było weselej.
W mojej grupie biegowej są dwie biegaczki, które tak biegają. I to nie tak jak ja chciałem zrobić, że jeden dzień (w dodatku wolny) przeznaczę na dwa treningi. One biegały tak po prostu. Patrząc na tempo to nie biegają szybko, ale za to kilometraż jaki robią mnie przeraża. Więc skoro one mogą, to mogę i ja. A jak się wezmę w garść, to wyjdę i trzy razy biegać. A co tam! Raz można zaszaleć.
Czytaj dalej…
Wiele razy, siedząc sobie, czy to przy komputerze po treningu, czy w jakiejkolwiek innej sytuacji, myślałem, co by to było, jakbym obecnie stanął z kolegami ze szkoły średniej, na chociażby te 1000 metrów. Kiedyś notorycznie przedostatni, dziś chętnie pokazał bym im jak się biega.
Ile to razy miewałem takie wizje, że z jakiegoś sobie nieznanego powodu, spotkałem się na stadionie z wszystkimi chłopakami. Że wracając z pracy, w skrzynce mam zaproszenie na szkolne zawody po latach. Wiem, że teraz to może być niesprawiedliwe, bo ja biegam, a nawet śmiem twierdzić, że trenuję. A czy kiedyś było sprawiedliwie?
Czytaj dalej…