Archiwum

Archiwum kategorii ‘Początki’

Wielki powrót do biegania

20 Listopad 2009 Dodaj komentarz

Całe lato biegać mi się nie chciało, ale myślałem o nim. Niby wiedziałem, że nie biegam, ale nie potrafiłem sam sobie powiedzieć, że nie będę już nigdy biegał. Najbliższą okolice lustrowałem z myślą jak by się tu biegało. Nie nastawiałem się na żaden maraton tylko zbierałem energię i wolę do tego by znowu zacząć biegać. Musiałem znowu spróbować, bo mimo czteromiesięcznej przerwy i totalnego olania biegania nadal nie potrafiłem się definitywnie rozstać z bieganiem. Nawet jak pisałem dziennik wakacyjny, czyli zapisy z urlopowych pieszych wycieczek, i zdarzyło się, że z powodu deszczu biegłem 1,5 km pod górę to napisałem, że biegłem „w tempie jak na treningach”. A nie biegałem od dwóch miesięcy i jeszcze kolejne dwa miałem nie biegać.

Czytaj dalej…

Wielki Bieg Majowy 2009

3 Maj 2009 Dodaj komentarz

Ból w kolanie przeszedł. Po krótkim odpoczynku wróciłem do biegania. Zrobiłem pierwszy trening po przerwie. Wolno i krótko. Już się pilnowałem by czasem nie przesadzić. No i nie przesadzałem.

Tylko, że z różnych powodów osobistych (bo to zła kobieta była) przestałem biegać regularnie. Mówienie w ogóle o regularności w moim wykonaniu w tamtym okresie to zbrodnia. Bywało, że wychodziłem w tygodniu raz lub dwa. Trzy lub cztery treningi to już istna rozpusta w moim wykonaniu. Tylko, że tendencja była opadająca. Zaczęły, zdarzać się tygodnie, że nie wychodziłem ani razu.

Czytaj dalej…

Zostałem truchtaczem

30 Styczeń 2009 Dodaj komentarz

Drugi trening odbył się już tylko z jedną przerwą. I tym razem nie paliłem. Nadal mało, co wiedziałem o zasadach biegania czy szeroko pojętego treningu. Wiedziałem, że mi się bieganie spodobało, więc chciałem biegać. Przeczytałem gdzieś o rozgrzewce, więc zacząłem ją stosować. A że nie chciałem jej robić w domu tylko na dworze, bo tam miałem święty spokój to zacząłem się biegowo zapoznawać z lasem. Po paru tygodniach każde wejście do lasu miałem opracowane i zbadane. Wiedziałem gdzie najszybciej robią się kałuże, gdzie najłatwiej o glebę lub gdzie potrafi być śnieg po pas. Tak, więc każdy trening zaczynał się od dobiegnięcia lub dotoczenia się do lasu. Następnie kilka minut skłonów, wymachów, pompek (najlepsze były te w głębokim śniegu) i zaczynał się główny bieg.

Czytaj dalej…

Idę biegać!

15 Grudzień 2008 1 komentarz

No bym mógł zostać takim niedzielnym rowerzystą gdyby nie przeprowadzka. Po przeprowadzce zaczęły mi się zmieniać niewielkie rzeczy, które w efekcie doprowadziły do pierwszych regularnych treningów.

Pierwszą rzeczą było to, że w nowym mieszkaniu jest bardzo mała piwnica, co w praktyce uniemożliwiało mi trzymanie w niej roweru. No chyba, że bym wywalił z niej wszystko i zostawił sam rower albo zbudował jakiś wieszak w pionie lub coś innego równie ekstrawaganckiego.

Na krótki okres porzuciłem nawet rower.

Czytaj dalej…

A może RunWarsaw?

4 Grudzień 2008 Dodaj komentarz

Po wojsku wróciłem na rower. Ale tak już jakoś na tym rowerze mi nie szło. Nie miałem frajdy. Z takiego małego rowerowego wariata stałem się niedzielnym rowerzystą. Nie wiem, czemu ale kiedyś pedałowanie sprawiało mi większą przyjemność. Może to, dlatego, że przez rok wypadłem z formy i kiedyś jak mogłem się wygłupiać i jeździć dziesiątki kilometrów po różnych dziwnych miejscach to teraz po 10 minutach jazdy ulicą dostawałem zadyszki. Może. W każdym razie pedałowanie mi szło słabo. Bardzo słabo.

Była jesień 2007 roku, gdy usłyszałem o RunWarsaw. Ba! Nawet widziałem relację z tego biegu w telewizji. Dystans 5 i 10 km. Super! Tylko ciekawe czy ja dałbym radę przebiec chociażby 5 kilometrów?

Czytaj dalej…

Pobudka!

3 Grudzień 2008 2 uwag

I pewnie bym tak jeździł długie lata a bieganie miał gdzieś gdybym znienacka nie trafił do wojska. Tam już wyboru nie miałem. O 5:30 pobudka i zaprawa. Nie ma zmiłuj, szczególnie dla młodego wojska. Więc biegałem i biegałem. Poranne zaprawy biegowo nie były jakoś specjalnie męczące oprócz faktu, że trzeba było się zwlec z łóżka na dwór. No może jeszcze dosyć odczuwalnym faktem zapraw było, że strój na zaprawę obowiązywał wszystkich taki sam. Jeszcze w dresie było w miarę komfortowo. Ale wystarczyło, że się trafił jakiś ambitny kapralina, który rzucał hasło „góra skóra, dół spodenki” i leciało się na dwór w samych krótkich spodenkach. A tam niech będzie ledwo, co kilka stopni i już słychać szczęk zębów. A kapral w kurteczce sobie stał i się śmiał. Przyroda!

Czytaj dalej…

Wypady rowerowe

2 Grudzień 2008 Dodaj komentarz

Pierwszego bakcyla na rower zaszczepił mi mój dziadek. Nie wiem ile miałem lat jak pierwszy raz zabrał mnie rowerem na przejażdżkę, ale wiem, że od samego początku polubiłem te wspólne wypady rowerowe. Były okazją do poznawania świata. Okazją do odkrywania nowych miejsc i dróg. Nowych oczywiście dla mnie, małego człowieczka ciekawego świata, bo mój dziadek zawsze doskonale wiedział gdzie jesteśmy.

Wypady nie były jakieś dalekie, bowiem najczęściej ich celem był: cmentarz w Wiskitkach (jakieś 6,5km w jedną stronę), wydmy w Międzyborowie (5km), czy taka jedna nieistniejąca już dziś polanka w lesie (3km). Oprócz tego różne inne trasy po Starych i Nowych Kozłowicach.

Czytaj dalej…

Nieszczęsne początki

1 Grudzień 2008 Dodaj komentarz

Początki biegania… Hmmm… Na pewno, jako dziecko biegałem. Każde dziecko dużo biega, więc na pewno ja też. Nic mi nie wiadomo na temat bym był innym dzieckiem niż wszystkie. Zdradzałem, jak każde dziecko, niebezpieczne skłonności rozbijając sobie głowę na schodach u ciotki, po czym do dziś dnia mam mały ślad na czole, ale które dziecko nie ma takich tendencji. Ciekawą rzeczą natomiast jest, że w późniejszym czasie będę intensywnie biegał przed ciotki płotem i będę mógł do woli zerkać na tamte schody. Jako mały brzdąc nawet nie przychodziło mi to do mojej biednej, rozbitej głowy.

Tak, więc pierwsze biegowe kroki były szczęśliwe. Szczęśliwe, bo biegane z uśmiechem na ustach i kiedy chciałem i jak chciałem.

Czytaj dalej…