W tych rękawkach zakochałem się niemal od pierwszego wejrzenia. Piękny błękitny kolor, okraszony białym napisem Brooks, kusił mnie od samego początku. Wyglądał ładnie i elegancko. Pierwszy raz zobaczyłem je na manekinie sklepu SportGURU w Warszawie, Niestety, to było tylko zdjęcie. Ładne bo ładne, ale tylko zdjęcie.
Okazja do zobaczenia ich na żywo, przydarzyła się kilka dni później na targach przed maratonem w Dębnie. Tam też zobaczyłem manekina obleczonego w rękawki Brooks’a. To one! – pomyślałem z ekscytacją. Na żywo wyglądały równie świetnie, co na zdjęciu. Wahałem się długo i już w końcu miałem szukać bankomatu, gdy sprzedawca oświadczył, że ma terminal do kart płatniczych. Klamka (pin i zielony) zapadła, kupiłem.
Czytaj dalej…
Adidas Supernova Glide 4 to jak już kiedyś wspomniałem: “najnowsze dziecko Adidasa, jeśli chodzi o treningowy but na asfaltowe drogi. But stworzony do nawijania dziesiątek i setek kilometrów asfaltu, co dla mnie, jako zatwardziałego maratończyka, jest solą biegania.”
Od tamtego zdania minęły już trzy tygodnie. Trzy tygodnie, odkąd po raz pierwszy buciki wpadły w moje łapki. Minęło też prawie sto kilometrów, odkąd lśniły czystością i pachniały świeżością. Teraz nie są już tak czyste i pachną nieco inaczej, ale też wreszcie mogę o nich co nieco powiedzieć.
Czytaj dalej…
Skarpety kompresyjne – hit ostatnich lat, jeśli chodzi o amatorskie bieganie. Widać je na półmaratonach, maratonach oraz na zawodach triatlonowych. Widać je zarówno wśród elity, jak i tych, którzy na trasie spędzają najwięcej czasu.
Niektórzy je zachwalają, inni wręcz uważają, że są do niczego. Opinie o ich przydatności krążą najróżniejsze. Od dziś dołączy do nich kolejna opinia. Moja.
Czytaj dalej…
Okulary te kupiłem pół roku temu. Nie dlatego , że ich potrzebowałem. Po prostu, wpadł mi w oko jeden z modeli okularów Arctica, więc zacząłem się rozglądać. Im więcej się rozglądałem, tym bardziej chciałem sobie takie okulary kupić. A, im częściej bywałem w sklepie, tym więcej wiedziałem o różnych okularach i jeszcze bardziej miałem ochotę je kupić. Aż kupiłem.
Charakterystyka
Na początek garść (garstka) parametrów technicznych:
- materiał: grilamid TR 90,
- soczewki: poliwęglanowe, pomarańczowe rozjaśniające, antifog,
- filtr: UV 400,
- szkła: kat.1 – średnio intensywne światło słoneczne – 43%-80%.
Czytaj dalej…
Na biurku przede mną leży pulsometr. Nie, nie żaden nowy, ten… mój. Stary, dobry, sprawdzony Beurer PM25. Dostałem go od św. Mikołaja na ostatnią gwiazdkę. Jak dotąd przebył ze mną grubo ponad 3000 kilometrów. Nie oszczędzaliśmy się. Biegałem z nim w upalne i duszne popołudnia, w zimne i mgliste poranki, w jasny dzień i w ciemną jak atrament noc. Biegaliśmy w śniegu, deszczu, a nawet podczas burzy. Znamy się jak łyse konie, ale jeszcze nie miałem okazji o nim powiedzieć kilku słów. Dobrych słów.
Czytaj dalej…
Takie są już uroki biegacza, że od czasu do czasu potrzebuje nową zabawkę. Odkąd zacząłem się zastanawiać nad jakimkolwiek ultra, zabawką, która za mną “chodziła” był camelbag. Zabawka ta za mną chodziła i chodziła, aż po kilku wizytach w Decathlonie, kupiłem plecak Quechua Diosaz 10 Raid. Nie wiem, kto nazwę układał, ale zagmatwać mu się ją udało pierwszorzędnie. Za te całe Quechua też się należą brawa. Nawet nie próbuję tego prawidłowo wymówić.
Czytaj dalej…
Jak by na niego nie spojrzeć, to najtańszy but biegowy świata. No może nie najtańszy całkowicie, ale najtańszy z tych, co posiadają jakąś rozpoznawalną markę. Kosztuje całe 49,99zł. Nie jest to dużo. To jest nic, jeśli chodzi o buty biegowe, ale to już nie jest bezimienny bazarowy bucik. But zasadniczo jak podaje producent: “dla mężczyzn biegających rekreacyjnie po drogach asfaltowych i polnych”. Zasadniczo tak. Choć ja sam osobiście jego definicję mocno nagiąłem.
Wyglądem nie bije na kolana, chociaż minimalistyczna koncepcja z dużą ilością białego, może się podobać. A już na pewno ładnie wyglądają w komplecie z białymi skarpetkami. Sporo siateczki, co da się odczuć w lato, gdy stopa ma w miarę sensowny przewiew. Oraz w zimę, gdy but po prostu szybko puści wodę do środka.
Czytaj dalej…
Wiem, że biegając powinienem o butach myśleć w pierwszej kolejności. Jednak nigdy tak o nich nie myślałem. Zawsze biegałem w tym, co miałem pod ręką. Buty były po prostu częścią biegowego ekwipunku. Fakt, że niezbędną, ale tylko częścią.
Moje pierwsze buty? Marki Sprandi, które kupiłem rok czy półtora roku wcześniej i w których jeździłem do pracy, chodziłem na zakupy i używałem ich do wszystkiego tylko nie do biegania.
A jak zacząłem biegać, to w czymś trzeba było się na dwór ruszyć. Więc padło na nie. Innych, bardziej pasujących, nie miałem. Ładne były, ale całkowicie nie nadawały się do biegania. Ale skoro nie miałem biegowych ciuchów, więc i do butów nie przywiązywałem większej wagi. Po prostu w nich biegałem, nie przejmując się niczym. Wytrzymały ze mną jakieś 150-160 km i przedarłem podeszwę na wylot.
Czytaj dalej…
Cicha Noc, Święta Noc… A w tej nocy biegające Mikołaje, roznoszące biegowe prezenty. Tak się złożyło, że mój Mikołaj wpadł na pomysł kupna pulsometru. Może mnie widział z sań jak wieczorem biegałem?! Może…
W każdym razie, siedząc przy choince, odpakowałem z czerwonego papieru nieduże biało zielone pudełko. Pudełko samo w sobie nie zrobiło na mnie wrażenia, ale już napis „heart rate monitor”, zrobił. Wspominałem o pulsometrze wcześniej, ale przebąkiwałem też o innych, łatwiej dostępnych rzeczach, więc pulsometr był na końcu listy rzeczy spodziewanych. Poza tym w najbliższej rodzinie nie mam biegaczy. Tata jest usportowiony, bo codziennie wieczorem zamienia mały pokój w salę gimnastyczną, ale biegaczem nie jest. Ktoś jednak na ten pomysł wpadł.
Czytaj dalej…