Archiwum

Posts Tagged ‘bezimienni’

W grupie siła

20 Styczeń 2011 Dodaj komentarz

Kilka dni temu po wejściu do domu powiedziałem sobie “Dziś nie biegam. Nie mam nastroju”. No, bo nastroju na bieganie nie miałem. Nieprzespana noc (za co nie mam pretensji, bo było bardzo miło), w pracy więcej chodzenia niż zwykle (a pracę mam biurową) i niewygodne telefony, które tylko podnosiły ciśnienie, nie wnosząc nic ciekawego do życia. Wszystko to spowodowało, że jeszcze przed wyjściem do domu postanowiłem, że odpuszczę sobie wieczorne bieganie. Za to w wolny piątek bym wyszedł dwa razy. Raz rano i drugi raz wieczorem. Dlaczego? Dlatego żeby było weselej.

W mojej grupie biegowej są dwie biegaczki, które tak biegają. I to nie tak jak ja chciałem zrobić, że jeden dzień (w dodatku wolny) przeznaczę na dwa treningi. One biegały tak po prostu. Patrząc na tempo to nie biegają szybko, ale za to kilometraż jaki robią mnie przeraża. Więc skoro one mogą, to mogę i ja. A jak się wezmę w garść, to wyjdę i trzy razy biegać. A co tam! Raz można zaszaleć.

Czytaj dalej…

Olsztyn ’10 – Zając czy Gazela?

7 Sierpień 2010 3 uwag

Po zapoznaniu się z Olsztynem, przyszedł czas na Ostródę. Miałem tam biegać z koleżanką, dzięki której to stałem się jednym z Bezimiennych wariatów. Była to również pierwsza okazja, do biegania z kimś. Jak dotąd, zawsze biegałem sam. Nigdy mi to nie przeszkadzało i dawało mi możliwość biegania tak daleko i tak szybko jak mi się podobało. Ale, wszystkiego trzeba spróbować!

Tu miałem się dostosować. Bałem tego dostosowywania, bo jakby nie patrzeć, mój poziom biegania jest niższy od koleżanki. Niby się nabijaliśmy, że będziemy się ganiać, ale jakby przyszło, co do czego, to w rzeczywistości jest jej las i mogłaby mi bez problemu uciec. Kondycyjnie byłem słabszy, więc mógłbym jej nie dogonić i zostać w tyle. Choć, opcja ze zgubię się w obcym lesie, była nawet interesująca. Ale może nie o tym…

Czytaj dalej…

Era fejsa

28 Maj 2010 1 komentarz

Po tygodniowej przerwie spowodowanej problemami żołądkowymi, wróciłem na biegowe trasy. W pierwszy lub drugi wieczór, siedząc przy komputerze, zalogowałem się na facebook. Po co? A tak sobie. Odkąd przestałem nałogowo grać w internetowe gierki (pozdrawiam ZooWorld), jakoś nie mam tu, czego szukać. Tego wieczora wpadłem jednak na pewien pomysł. Miałem jedną znajomą na tym portalu. Poznaliśmy się jakiś czas temu przez zimowe zdjęcia na facebook.com/bieganie i komentarz „banditen”. Nikomu to nic nie powie, ale tak faktycznie było. Biegała. I to, jak biegała. Tak, że nie przychodził mi do głowy żaden bieg, w którym miałbym z nią szanse.

A skąd znałem jej osiągnięcia? A stąd, że co któryś dzień na jej profilu pojawiały się wpisy z Nike+. Ja, żadnego sensora nie miałem, więc nie mogłem nic w taki sposób wrzucić, ale że jakieś tam ciągoty do pisania już miewałem pomyślałem, że mogę sam sobie napisać kilka słów i wrzucić parę danych, czyli dystans, czas i tempo. W ten sposób mój profil na facebooku znowu zacznie żyć, a nie istnieć tylko dla samego faktu istnienia.

Czytaj dalej…