Archiwum

Posts Tagged ‘ostróda’

Raport treningowy #13 – między Ostródą a Sielpią

24 Maj 2012 2 uwag

Kolejny, trzynasty raport treningowy. Kolejny, który obejmuje okres pomiędzy jednym startem a drugim. Tym razem datą początkową jest półmaraton w Ostródzie a końcową maraton w Sielpi “Z Piekła do Nieba”. U mnie z tym było zupełnie odwrotnie. Z Nieba do Piekła. Niebem była półmaratońska życiówka w Ostródzie a piekłem maraton w Sielpi, gdzie popełniłem najbanalniejszy maratoński błąd – zbyt szybki start. W efekcie wynik z Sielpi mogę uznać tylko jako “przyzwoity”.

Przy okazji zmieniłem też nieco format tabelki z rozpiską moich treningów. Teraz ma być mądrzej, bardziej profesjonalnie i po prostu lepiej.

Czytaj dalej…

Raport treningowy #12 – Dębno i Ostróda

26 Kwiecień 2012 1 komentarz

Pierwszy po wielu miesiącach przerwy okres startowy. Plan zakładał dwa starty w krótkim, bo tygodniowym, odstępie czasu. Pierwsze miało być Dębno, gdzie chciałem zakończyć koronę, a przede wszystkim, po raz pierwszy po zimie sprawdzić swoją formę. Szybkości jeszcze nie mam, ale siłowo i wytrzymałościowo podciągnąłem się znacznie wyżej. Jak by to się przełożyło na maraton? Nie wiem i już się nie dowiem, bo z trasy po 11 kilometrach zszedłem. Szansę na biegową rehabilitację miałem już 6 dni później w Ostródzie. Byłem niemal pewien, że jeśli nie trafią mnie znowu problemy zdrowotne, to życiówkę poprawię. Pytanie tylko… O ile? Poprawiłem o 7 i pół minuty!

Czytaj dalej…

I Półmaraton św. Jerzego w Ostródzie

21 Kwiecień 2012 8 uwag

21 kwietnia 2012 roku po raz pierwszy w swojej historii Ostróda gościła półmaraton. Jego motywem przewodnim był smok oraz patron Ostródy – św. Jerzy. Biuro zawodów zostało umieszczone na zamku, a start i meta przy molo nad samym brzegiem jeziora Drwęckiego.

Trasa półmaratonu poprowadzona została po trzech pętlach, po siedem kilometrów każda. Początek brzegiem jeziora. Wiedziałem, że co kilkaset metrów czeka nas mostek. Większość z nich nie była duża, poza jednym. Ten największy jest wysoki na tyle, by pod nim mogły bezpiecznie pływać statki. Oznaczało to kilkanaście schodków w górę i w dół. Dalej trasa prowadziła na Wałdowo, o którym poza tym, że znałem co nieco ze słyszenia, nie wiedziałem wiele. Potem Szosa Elbląska, która powinna być dobrym, bo płaskim miejscem, aby pobiec kawałek dobrym szybkim rytmem. Na koniec jeszcze kilka zakrętów i powrót przy zamku nad jezioro.

Tyle wiedziałem stojąc na starcie.

Czytaj dalej…

Wzgórza Dylewskie

20 Listopad 2011 2 uwag

Zaczęło się w sobotę, kiedy to późnym popołudniem pojechaliśmy do Starych Jabłonek pobiegać po tamtejszych górkach i lesie. Było sympatycznie, choć drugą połowę trasy pokonywaliśmy w ciemnościach. Był obiecany las, podbiegi i jezioro. Były też niespodziewane (choć istnieje na ten temat pewna teoryjka) przeszkody w postaci płotów w środku lasu. Było dobrze, ale gdy po treningu zastanawialiśmy się gdzie biegać następnego dnia byłem za opcją Wzgórz Dylewskich. Słyszałem już wiele o tamtejszych wzgórzach i wiedząc, że nie jest to lekki teren do biegania, chciałem się o tym przekonać na własnej skórze. I przekonałem się!

Czytaj dalej…

Olsztyn ’11 – IMPACT Winiec Triatlon

6 Sierpień 2011 5 uwag

Zaczęło się w sobotę, 6 sierpnia 2011 roku o godzinie 5:30. O tej godzinie wstałem. Powyłączałem jednak bezużyteczne budziki i zacząłem się szykować. Camela już wcześniej miałem spakowanego. Tak samo miałem naszykowaną kupkę z ubraniami na dziś. Co ciekawe, wcale nie czułem się zmęczony. Pewnie to moja głowa, wiedząc o tym, co mnie czeka, zaczęła produkować adrenalinę czy jakieś inne hormony odsuwając w kąt zmęczenie.

Punkt 6:00 byłem w taryfie. Znaczy się taksówce. Nie chciałem ryzykować biegu na stację lub przesiadania się autobusami. A nuż widelec nie zdążę. Taksówka jednak jest najpewniejsza.

Dojechałem na stację Olsztyn Zachodni grubo przed czasem. Kupiłem bilet i po kilkunastu minutach oczekiwania wsiadłem do pociągu jadącego do… dokądśtam, ale na pewno przez Ostródę. W pociągu po raz kolejny sprawdziłem zawartość plecaka, po raz kolejny przetarłem okulary i wyglądając przez okno odliczałem kolejne stacje do Ostródy: Naterki, Unieszewo, Biesal, Satre Jabłonki… hmm?! Co to za krople na szybie? Nosz… Zaczęło kropić.

Czytaj dalej…

Olsztyn ’10 – Zając czy Gazela?

7 Sierpień 2010 3 uwag

Po zapoznaniu się z Olsztynem, przyszedł czas na Ostródę. Miałem tam biegać z koleżanką, dzięki której to stałem się jednym z Bezimiennych wariatów. Była to również pierwsza okazja, do biegania z kimś. Jak dotąd, zawsze biegałem sam. Nigdy mi to nie przeszkadzało i dawało mi możliwość biegania tak daleko i tak szybko jak mi się podobało. Ale, wszystkiego trzeba spróbować!

Tu miałem się dostosować. Bałem tego dostosowywania, bo jakby nie patrzeć, mój poziom biegania jest niższy od koleżanki. Niby się nabijaliśmy, że będziemy się ganiać, ale jakby przyszło, co do czego, to w rzeczywistości jest jej las i mogłaby mi bez problemu uciec. Kondycyjnie byłem słabszy, więc mógłbym jej nie dogonić i zostać w tyle. Choć, opcja ze zgubię się w obcym lesie, była nawet interesująca. Ale może nie o tym…

Czytaj dalej…