Kolejna seria zawodów za mną. Tym razem trzy maratony:
i jedna połówka
Tym razem nie chciałem łamać 4:00, co było celem na wiosnę, tylko 3:30. Gdy tak patrzę na to z perspektywy celów, to sam się sobie kłaniam w pas, że cel w pół roku podniosłem o 30 minut. A żeby było ciekawiej, to nie tylko cel posniosłem, ale też go zrealizowałem. Co prawda złamanie w Poznaniu 3:30, przyszło dużo trudniej niż 4:00 na wiosnę w Krakowie, jednak to nie zmienia faktu że się udało.
Czytaj dalej…
To miało być wielkie ukoronowanie tego biegowego sezonu. Ostatni z trójki jesiennych maratonów, czwarty diadem do maratońskiej korony no i … druga próba złamania 3:30. W swoich marzeniach i snach już ten wynik łamałem na cztery tysiące dwieście osiemdziesiąt sześć sposobów. Teraz “tylko” trzeba było to zrobić na prawdę. A 4286 to numer, z którym miałem zamiar to zrobić.
Czytaj dalej…
Nigdy wcześniej nie myślałem, że będę recenzował mapę maratonu. A tu proszę…
Mapa trasy to z reguły, ładniejszy lub brzydszy, plik graficzny z zaznaczonym startem, przebiegiem trasy i metą. Dobrze gdyby organizatorzy oznaczyli też kolejne kilometry. Najlepiej, co kilometr. Chociaż w ostateczności co 5 kilometrów też może być. W końcu aż tak duża dokładność nie jest tutaj potrzebna. Ważniejsze, by podczas zawodów oznaczenie kilometrów było precyzyjne i widoczne z daleka. Na mapce przydałoby się za to dokładne oznaczenie punktów odżywczych.
Czytaj dalej…
Za chwilę zacznę maratońską jesień. Przygotowania już na ostatniej prostej, jest siła, moc, forma na życiówki i jest szansa na Volvo. Tak, tak, na Volvo. Najprawdziwsze Volvo – takie na czterech kołach, z kierownicą, silnikiem, zużywające coraz bardziej drożejącą benzynę i wyprodukowane, teoretycznie, przez Szwedów.
Czytaj dalej…