Czy jest w Polsce jakieś biuro zawodów, które późnym wieczorem o godzinie 22:00 wita Cię uśmiechem i ciepłą herbatą? Jest! W Sielpi! Byłem tym mile zaskoczony, bo kiedy po ciemku, między drzewami, zmierzałem do biura zawodów, miałem mieszane uczucia. Ciemno, głucho i ani żywej duszy w pobliżu. Dobrze, że rok temu tam byłem i drogę do biura zawodów znałem. Tam mrok został szybko rozproszony. Dostałem numer, więc było dobrze.
Czytaj dalej…
Sobota rano. Biję się z myślami. Robić kros, czy nie robić? Ostatnio z racji totalnej odwilży odpuściłem teren. Wyszedłem z treningiem w pola, omijając szerokim łukiem leśne, śliskie ścieżki i drogi. Ale, ile to można się oszczędzać? Ile można biegać po asfalcie w czasie, gdy powinienem biegać po lesie. Trzeba dziś iść w las, by budować formę. Trzeba zrobić kros!
Ciekawe tylko, jak jest w lesie? Czy da się po nim w miarę bezpiecznie biegać?
Zobaczymy!
Czytaj dalej…
Zdanie to pochodzi z kultowej pozycji “Bieganie metodą Danielsa”. Zostało użyte gdzieś w rozdziale o budowaniu kondycji i służy zwróceniu uwagi na ukształtowanie terenu w treningu. To jeden z moich ulubionych cytatów, który wraca do mnie jak bumerang, ilekroć moje leśne ścieżki zaprowadzą mnie w trudniejszy teren. A zdarza mi się to z nadzwyczajną regularnością.
Czytaj dalej…
Zaczęło się w sobotę, kiedy to późnym popołudniem pojechaliśmy do Starych Jabłonek pobiegać po tamtejszych górkach i lesie. Było sympatycznie, choć drugą połowę trasy pokonywaliśmy w ciemnościach. Był obiecany las, podbiegi i jezioro. Były też niespodziewane (choć istnieje na ten temat pewna teoryjka) przeszkody w postaci płotów w środku lasu. Było dobrze, ale gdy po treningu zastanawialiśmy się gdzie biegać następnego dnia byłem za opcją Wzgórz Dylewskich. Słyszałem już wiele o tamtejszych wzgórzach i wiedząc, że nie jest to lekki teren do biegania, chciałem się o tym przekonać na własnej skórze. I przekonałem się!
Czytaj dalej…
Biegnę. A raczej szuram nogami. Bawię się telefonem. “Kurza twarz, dlaczego w rękawiczkach tak ciężko trafiać w klawisze” – myślę sobie. “Pewnie, dlatego że są dotykowe” – podpowiada z chichotem głosik z tyłu głowy. Ale się nie poddaję. Pstrykam fotę. Ooo! Cóż za urocze zdjęcie ściółki leśnej! A może bym tak sobie zrobił zdjęcie? Więc próbuję. Robię kilka. Jedno wychodzi po japońsku. Czyli jako-tako. Bawię się dalej. W biegu nakręcam krótki żenujący filmik, który skasuję po powrocie do domu.
A potem widzę, że zawsze zarośnięty i zalany zielony szlak nie jest już zarośnięty. Wykarczowali go. Hmm… Ciekawe czy da się przebiec…
Czytaj dalej…
Powód był tylko jeden: Chęć nabrania ochoty na bieganie. A jak to wykonać? A no tak, że po prostu wyjść z domu i pobiec przed siebie. Bez celu, bez z góry określonej trasy. Tak po prostu poddać się naturze. Niech ona zadecyduje, niech mi pokaże ścieżkę, którą mam biec, niech mi rzuca wyzwania, niech mnie prowokuje. A ja będę biegł. Tak po prostu. Bez patrzenia na tempo, tętno czy mijający czas. Tego mi było trzeba na tydzień przed ostatnim wielkim startem. Oderwania się od treningu i bawienia się bieganiem.
Czytaj dalej…
Zasadniczo plan był taki, że po Krakowie, będę biegł drugi wiosenny maraton w Łodzi. Ten plan w sumie jest nadal aktualny, tylko z jednym, jakże istotnym, zastrzeżeniem. Łódzki maraton nie będzie drugim wiosennym maratonem a trzecim. A skąd trzecim? A stąd, że dosłownie “za pięć dwunasta” postanowiłem wystartować w VI Cross Maratonie w Sielpi Wielkiej.
- W Sielpi Wielkiej?!, Gdzie to jest do jasnej ciasnej?!
- Tuż obok Sielpi Małej – chciałoby się odpowiedzieć, co byłoby zgodne z prawdą – A tak na poważnie to powiat konecki, województwo świętokrzyskie.
- A, dlaczego akurat tam?
Czytaj dalej…
Im dłużej biegałem po lesie, tym w ten las zapuszczałem się głębiej. Kiedyś bywałem tylko do pierwszej poprzecznej drogi. Teraz ta droga (prawie) już jest obwodnicą. Kiedyś była to po prostu “droga”. Nie znałem żadnej dalszej. Była jedna jedyna. Dalszy las kojarzył mi się z dżunglą, puszczą, chaszczami i setką innych nieprzyjemnych rzeczy. Pewnie, dlatego że tam nie bywałem.
Odkąd biegałem i poznawałem coraz dalsze drogi opanowałem główny schemat poruszania się po lesie. Wiedziałem, że las jest pocięty szachownicą głównych dróg. Wszystkie przecinają się pod kątem prostym i zawsze, ale to zawsze od skrzyżowania do skrzyżowania jest 750 metrów. Czasami tylko drogę zaleje woda, zarosną krzaki lub przetnie linia kolejowa. A czasami nawet wszystko na raz. Ale i tak od skrzyżowania do skrzyżowania będzie 750 metrów.
Czytaj dalej…
Jeszcze trochę i będę musiał robić dopiski: “Nie róbcie tego w domu” albo “Tylko na własną odpowiedzialność”. Dziś znowu próbowałem sobie coś zrobić. A może nie tyle zrobić, co znowu ryzykowałem zdrowie po to, by mieć frajdę z biegania i przeżyć coś nowego. Jak zwykle wyszedłem z tego cało i jak zwykle jestem z tego faktu niezmiernie zadowolony, by nie mówić od razu że dumny, a ta najgorsza część biegu jest tą najlepszą. Czy jeszcze jestem normalny?
Poszedłem rano w las. W tym akurat nie ma nic specjalnego. Ale w lesie było pięknie, cicho, biało. Dookoła śnieg i mróz ścinający każdą nawet najmniejszą kałużę. Nie widać śladów samochodów, zakłócających tą piękną białą przestrzeń. Nic tylko biegać po lasu kres.
Czytaj dalej…
Pewnie już każdy wie (lub powinien wiedzieć), że biegając lubię sobie utrudniać życie. Ot tak, żeby życie miało smaczek… Czasami tylko zdarza się, że to utrudnianie przybiera taką formę, że gdyby mi ktoś coś takiego zaproponował jeszcze przed wyjściem na dwór, to powiedziałbym, że oszalał. A jak ja wpadam na taki pomysł w trakcie biegu, to najczęściej go realizuję bez zastanawiania się nad ryzykiem. Przykładów miałem dosyć. Gleby w błocie, piachu, śniegu oraz na lodzie, piach i woda w butach, zamarznięte buty, którymi można okno wybić to tylko pierwsze nasuwające się objawy. Niczego mnie nie nauczyły, bo ja po prostu lubię takie sytuacje i podejmuję takie decyzje, by takich urozmaiceń zaznać. Dziś też sobie urozmaiciłem. Oj, bardzo sobie urozmaiciłem. Tylko, że dziś po raz pierwszy urozmaiciłem sobie tak, że bieg skończył się po niecałych 15 minutach… Potem, było jeszcze ponad pół godziny mordęgi, ale może od początku.
Czytaj dalej…