Kiedyś marzył mi się labrador. Kiedyś ktoś powiedział, że te psy lubią biegać. A ja to usłyszałem i przyjąłem do siebie. Tak po prostu, bez żadnej weryfikacji czy to prawda czy nie. Poza tym nie był to wybór w ciemno, bo wiedziałem jak wyglądają labradory. Wiedziałem też, że mi się podobają i że mógłbym mieć takiego psa.
Labrador stał się psim synonimem biegania.
Czytaj dalej…
Niemal zawsze to, co piszę jest tym, o czym myślę podczas biegania. Czasami jest to coś, co mi przychodzi do głowy w drodze do pracy. A dziś mam chęć napisać coś, co dziś rano opowiedziałem. Słuchaczem był mój brat, z którym dziś z samego rana wracaliśmy na piechotę do Żyrardowa. Zacząłem mu opowiadać, jak to pewnego zimowego popołudnia, jeden z psów wdrapał się na siatkę ogrodzeniową i wyskoczył na ulicę tylko po to, by na mnie poszczekać. Wtedy tylko szczekał na szczęście, ale w tym momencie idąc i mijając kolejne ogrodzenia analizowałem pewną rzecz.
Czytaj dalej…
No i się dorobiłem swojego jubileuszu! Jubileusz jak jubileusz, może trochę na siłę, a może po prostu, dlatego że to kolejna granica, którą udało mi się przekroczyć w drodze do… do nie wiem czego, ale na pewno w drodze!
Jeszcze w trakcie ostatniego tygodnia, na podstawie rozmów ze znajomymi, dopatrzyłem się ciekawej rzeczy. Że, skoro ten tydzień ma się zakończyć z liczbą 40 na liczniku kilometrażu, to w weekend, a dokładniej w niedzielę, będę musiał przebiec swój dwutysięczny kilometr. Ładnie to będzie wyglądało. A, że na niedzielę i tak planuję coś, co kiedyś znowu się stanie długimi wybieganiami, to nie będzie problemu. To dopiero początek kolejnego sezonu, więc na długie wybieganie przypadło około 12 km. Może i niedużo, ale zgodnie z planem.
Czytaj dalej…
Pies – zasadniczo miłe zwierzę (pod warunkiem, że to nie rottweiler) i przyjaciel człowieka. Tylko, że niekoniecznie człowieka biegającego. Zdarzają się wyjątki, ale i tak ogólna zasadna jest taka, że biegnąc nie należy psom ufać.
Najprzyjemniejsze rodzaje piesków i to bez względu na ich rozmiary i uzębienie, to te zza ogrodzenia. Jako, że po osiedlu biegam w kółko tymi samymi ulicami, to zza płotów szczekają na mnie w kółko te same psy. Jakby ktoś zrobił mi quiz, który pies jest, z którego podwórka, to podejrzewam, że bym miał duże szanse, by trafić bez pudła. Jest część, co na mnie nie szczeka i nie lata wzdłuż płotu. Ale to mały odsetek. Chociaż, skoro taki pies za mną nie ujada i nie biega, to równie dobrze mogę go w ogóle nie zauważać. To bardzo możliwe…
Czytaj dalej…