Okres ostatnich czterech tygodni, równie dobrze, co „Bazą” można by nazwać okresem budowania kilometrażu. W poprzednich tygodniach kilometraż oscylował około 30 kilometrów. W tym okresie miałem zamiar wrócić do swojego normalnego tygodniowego obciążenia – najpierw, jeśli chodzi o ilość kilometrów. A potem, jeśli chodzi o akcenty. Dwie rzeczy, na których się planowałem skupić to: po pierwsze – siła, po drugie – wytrzymałość.
Czytaj dalej…
Jak już pisałem i obiecałem, tym razem raport ze sztuki obijania się po maratonie. Chyba można spokojnie ten okres nazwać roztrenowaniem. Plan treningowy rzucony w kąt, mocne bieganie rzucone w kąt, długie bieganie rzucone w kąt, pulsometr rzucony… sami wiecie gdzie. Wiele biegania nie było, więc i nie ma się, o czym rozpisywać, niemniej jednak raport powstał. Tak więc punktem wyjścia był Poznański Maraton. A co było dalej?
Czytaj dalej…
Po maratonie zacząłem się wdrażać w idee Jurka Skarżyńskiego. I tak miałem sam z siebie postanowienie, że dam sobie na luz po Maratonie Warszawskim, więc dałem. Literatura zalecała podobnie. W książce pisało, żeby odpocząć od biegania i nie biegać w ogóle, ale w moim przypadku to nierealne.
Tuż po maratonie miałem dylemat, bo z jednej strony czułem, że potrzebuję odpoczynku, a z drugiej chciałem dalej biegać. Pamiętając czas z Warszawy i moją żałosną taktykę, podświadomie chciałem się już przygotowywać na następny rok.
Czytaj dalej…