Na biurku przede mną leży pulsometr. Nie, nie żaden nowy, ten… mój. Stary, dobry, sprawdzony Beurer PM25. Dostałem go od św. Mikołaja na ostatnią gwiazdkę. Jak dotąd przebył ze mną grubo ponad 3000 kilometrów. Nie oszczędzaliśmy się. Biegałem z nim w upalne i duszne popołudnia, w zimne i mgliste poranki, w jasny dzień i w ciemną jak atrament noc. Biegaliśmy w śniegu, deszczu, a nawet podczas burzy. Znamy się jak łyse konie, ale jeszcze nie miałem okazji o nim powiedzieć kilku słów. Dobrych słów.
Czytaj dalej…
Zacznę od małego sukcesu jakim jest … (werble) … powstanie tego tekstu. Co?! Nie wiecie, o co chodzi? Chodzi o bardzo prostą rzecz. Powstanie tego tekstu oznacza, że postanowienie przygotowania się do jesiennych maratonów według planu Jacka Danielsa, jest nadal aktualne. Oznacza to, że wreszcie, w trzecim roku przebierania nogami, dojrzałem do trenowania według planu. Że jestem w stanie zrozumieć sens kolejnych treningów, sens odpoczynku i że wreszcie stałem się na tyle zdyscyplinowany, by trzymać się planu. Że jak planuję wyjść na swobodne 10 kilometrów to nie biegnę szybkich piętnastu, bo było mi za wolno i miałem ochotę przyspieszyć. Teraz to już po prostu trening pełną gębą!
Czytaj dalej…
Na gwiazdkę dostałem pusometr – o tym już pisałem. Po gwiazdce zaszedłem do Empiku po książkę, która ostatnio bije rekordy. Książkę, która jest nagrodą w różnych konkursach, na co najmniej 3 różnych portalach biegowych. Książkę, której nie mogłem ściągnąć z empik.com z powodu braków zapasów. I wreszcie książkę, która mimo że niedostępna przez internet, stoi sobie na drewnianej półce drugiego piętra salonu Empik Junior przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie.
Co tu więcej pisać – kupiłem ją!
Czytaj dalej…
Cicha Noc, Święta Noc… A w tej nocy biegające Mikołaje, roznoszące biegowe prezenty. Tak się złożyło, że mój Mikołaj wpadł na pomysł kupna pulsometru. Może mnie widział z sań jak wieczorem biegałem?! Może…
W każdym razie, siedząc przy choince, odpakowałem z czerwonego papieru nieduże biało zielone pudełko. Pudełko samo w sobie nie zrobiło na mnie wrażenia, ale już napis „heart rate monitor”, zrobił. Wspominałem o pulsometrze wcześniej, ale przebąkiwałem też o innych, łatwiej dostępnych rzeczach, więc pulsometr był na końcu listy rzeczy spodziewanych. Poza tym w najbliższej rodzinie nie mam biegaczy. Tata jest usportowiony, bo codziennie wieczorem zamienia mały pokój w salę gimnastyczną, ale biegaczem nie jest. Ktoś jednak na ten pomysł wpadł.
Czytaj dalej…